Czego dzieci potrzebują od dorosłych, żeby nie sięgać po przemoc?

Są takie wiadomości, przy których na długo przestajemy robić to, co robiliśmy. Czytamy o agresji, przemocy rówieśniczej, o dzieciach, które krzywdzą inne dzieci, i zastanawiamy się, co musiało się wydarzyć, że młody człowiek przekroczył granicę, której nie powinien przekraczać. Pojawiają się pytania o wychowanie, rodzinę, szkołę, wpływ rówieśników i świat, w którym dorastają najmłodsi.

Chcielibyśmy znaleźć jedną przyczynę. Coś, co pozwoliłoby szybko wyjaśnić trudne zachowania i wskazać, co należy zmienić, żeby nie dochodziło do kolejnych krzywd. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. Za zachowaniem dziecka mogą stać różne doświadczenia, trudności, relacje i okoliczności. Nie istnieje jeden schemat, który wyjaśnia każdą sytuację.

Jest jednak coś, na co mamy wpływ. To sposób, w jaki wychowujemy dzieci, rozmawiamy z nimi o emocjach, reagujemy na ich zachowanie i uczymy je rozwiązywania konfliktów.

Nie zaczynajmy rozmowy o zapobieganiu przemocy dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś złego. Zacznijmy znacznie wcześniej — w codziennym życiu rodziny.

‍

Dziecko nie rodzi się z umiejętnością radzenia sobie ze złością

‍

Złość jest naturalną emocją. Pojawia się, gdy dziecko doświadcza frustracji, czuje się niesprawiedliwie potraktowane, nie otrzymuje tego, czego chce, przegrywa albo nie potrafi poradzić sobie z trudną sytuacją. Samo odczuwanie złości nie jest problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy dziecko nie potrafi poradzić sobie z napięciem i zaczyna krzywdzić innych.

Nie możemy oczekiwać, że dziecko samo będzie wiedziało, jak zatrzymać narastającą złość, powiedzieć o swoim rozczarowaniu, obronić własne granice bez naruszania granic drugiej osoby czy rozwiązać konflikt bez obrażania i atakowania.

‍

Tego trzeba się nauczyć

Dziecko potrzebuje dorosłego, który pomoże mu rozpoznać emocje, nazwać je i zrozumieć, co się z nim dzieje. Potrzebuje również jasnej informacji, że każda emocja może zostać wyrażona, ale nie każde zachowanie jest dopuszczalne.

Możemy powiedzieć: „Widzę, że jesteś bardzo zły. Masz prawo się złościć, ale nie masz prawa bić brata”. Możemy pomóc dziecku znaleźć inne rozwiązanie: odejść na chwilę, powiedzieć, co je zdenerwowało, poprosić o pomoc albo wrócić do rozmowy, kiedy napięcie opadnie.

To nie jest pobłażliwość. To nauka odpowiedzialności za własne zachowanie.

Jeżeli chcemy, aby dzieci w przyszłości potrafiły zatrzymać się przed zrobieniem komuś krzywdy, musimy pomóc im ćwiczyć tę umiejętność już teraz. Nie wystarczy powiedzieć: „Uspokój się”. Dziecko musi jeszcze wiedzieć, jak to zrobić.

‍

Granice są potrzebne. Upokorzenie nie jest metodą wychowawczą

Dziecko potrzebuje granic. Potrzebuje wiedzieć, że nie wszystko wolno, że inni ludzie mają swoje prawa i że każde zachowanie niesie określone konsekwencje. Potrzebuje dorosłych, którzy potrafią powiedzieć „nie”, nawet wtedy, gdy spotyka się to z protestem, płaczem czy złością.

Jednocześnie sposób stawiania granic ma znaczenie.

Jeżeli na krzyk odpowiadamy krzykiem, na agresję reagujemy agresją, a w konflikcie sięgamy po wyzwiska, pokazujemy dziecku, że silniejszy może narzucić swoją wolę, a upokorzenie jest sposobem rozwiązywania problemów.

Możemy wymagać od dziecka szacunku, ale musimy również sami traktować je z szacunkiem. Możemy oczekiwać, że będzie panowało nad swoim zachowaniem, ale nie możemy zapominać, że ono dopiero rozwija tę umiejętność.

Nie oznacza to, że rodzic ma być zawsze spokojny, nigdy nie popełniać błędów i nigdy nie podnosić głosu. Ważne jest również to, co dzieje się później. Dorosły może przyznać, że zareagował niewłaściwie, przeprosić i pokazać, jak naprawia się relację.

W ten sposób dziecko otrzymuje bardzo ważną lekcję: można popełnić błąd, wziąć za niego odpowiedzialność i spróbować go naprawić. Nie trzeba zaprzeczać, obwiniać innych ani udowadniać swojej siły.

Wychowanie bez przemocy nie oznacza wychowania bez wymagań. Oznacza stawianie wymagań bez odbierania dziecku godności.

‍

Czy dziecko może powiedzieć nam wszystko?

Wielu rodziców chce, żeby ich dzieci były bezpieczne. Pytają więc, jak minął dzień, z kim dziecko spędzało czas, czy w szkole wszystko było w porządku. To ważne, ale równie istotne jest to, czy dziecko rzeczywiście może powiedzieć nam prawdę.

Czy przyzna się, że kogoś uderzyło? Czy opowie o upokorzeniu, którego doświadczyło? Czy powie, że jest zazdrosne o kolegę, że czuje się odrzucone, że nie radzi sobie z własnymi emocjami? Czy przyjdzie do nas, kiedy zrobi coś, czego się wstydzi?

Dziecko, które obawia się wyłącznie kary, może nauczyć się przede wszystkim ukrywania problemów. Dziecko, które wie, że dorosły potraktuje je poważnie, ma większą szansę szukać pomocy, zanim trudność stanie się jeszcze poważniejsza.

Nie oznacza to rezygnacji z konsekwencji. Oznacza oddzielenie oceny zachowania od oceny całego człowieka.

Zamiast mówić: „Jesteś okropny, jak mogłeś to zrobić?”, możemy powiedzieć: „To, co zrobiłeś, było krzywdzące. Chcę zrozumieć, co się wydarzyło, ale musimy też porozmawiać o tym, jak naprawić sytuację”.

W takiej rozmowie nie usprawiedliwiamy przemocy. Pokazujemy, że można o niej mówić, że trzeba wziąć za nią odpowiedzialność i że pomoc nie jest nagrodą za dobre zachowanie.

Warto rozmawiać z dzieckiem nie tylko wtedy, gdy pojawia się problem. Codzienna obecność, wspólny posiłek, spacer, zainteresowanie tym, co dzieje się w jego świecie, tworzą przestrzeń, w której trudne tematy mogą pojawić się naturalnie.

Czasem najważniejsze pytanie nie brzmi: „Co dostałeś dzisiaj w szkole?”, ale: „Czy wydarzyło się dzisiaj coś, co było dla ciebie trudne?”.

I równie ważne jest to, czy potrafimy wysłuchać odpowiedzi bez natychmiastowego oceniania, pouczania i szukania winnego.

‍

Empatia nie pojawia się na polecenie

„Pomyśl, jak poczuł się twój kolega” — to zdanie zna wielu rodziców. Jednak rozumienie cudzych emocji nie rozwija się wyłącznie dzięki pouczeniom. Dziecko potrzebuje doświadczać relacji, w których jego uczucia są zauważane, a jednocześnie uczy się dostrzegać uczucia innych.

Empatia nie oznacza, że musimy zgadzać się ze wszystkimi. Oznacza, że potrafimy zauważyć, iż drugi człowiek może czuć coś innego niż my, mieć inne potrzeby i inaczej przeżywać tę samą sytuację.

Dziecko może być rozczarowane, że nie zostało zaproszone do zabawy. Może być zazdrosne o sukces kolegi. Może czuć złość, kiedy ktoś odmawia mu udziału w grupie. Warto pomóc mu zrozumieć te doświadczenia, ale również pokazać, że emocje drugiej osoby są tak samo ważne.

To także dobry moment, by rozmawiać o granicach. Nikt nie musi przyjaźnić się ze wszystkimi, ale nikt nie ma prawa poniżać, zastraszać ani krzywdzić drugiej osoby. Można odmówić, nie zgodzić się, zakończyć rozmowę czy szukać innego towarzystwa bez stosowania przemocy.

Dzieci uczą się tego w zwyczajnych sytuacjach: podczas zabawy, rywalizacji, kłótni o wspólną rzecz, przegranej czy nieporozumienia z rodzeństwem. To właśnie wtedy mamy szansę pokazać im, jak rozmawiać, negocjować, przyjmować odmowę i szukać rozwiązania, które nie wymaga pokonania drugiego człowieka.

Nie możemy oczekiwać, że dziecko będzie umiało poradzić sobie z trudnym konfliktem, jeśli nigdy nie miało okazji bezpiecznie ćwiczyć tych umiejętności.

‍

Zainteresowanie dzieckiem to coś więcej niż kontrola

Rodzic nie musi znać każdego szczegółu życia dziecka, ale powinien wiedzieć, co jest dla niego ważne, z kim spędza czas, co je cieszy i co ostatnio sprawia mu trudność.

Warto interesować się również światem internetowym. Nie tylko sprawdzać czas spędzany przed ekranem, lecz także rozmawiać o treściach, które dziecko ogląda, o osobach, które obserwuje, o języku, którym posługują się jego internetowi znajomi, i o tym, jak rozumie zachowania widoczne w sieci.

Dziecko może spotykać się tam z poniżaniem, ośmieszaniem, groźbami czy przekonaniem, że przemoc jest sposobem zdobywania uznania. Nie każda treść prowadzi do agresji, a samo korzystanie z internetu nie wyjaśnia przyczyn przemocy. Nie powinniśmy jednak zakładać, że to, co dziecko ogląda i czym żyje w sieci, nie ma znaczenia dla jego relacji z innymi.

Warto pytać: „Co o tym myślisz?”, „Czy uważasz, że to było w porządku?”, „Jak poczułaby się osoba, której to dotyczyło?”. Takie rozmowy uczą krytycznego myślenia i pozwalają sprawdzić, jak dziecko interpretuje zachowania innych.

Nie chodzi o wychowanie dziecka pod stałą kontrolą. Chodzi o obecność dorosłego, który interesuje się jego światem i nie pozostawia go samego z doświadczeniami, których nie potrafi jeszcze właściwie ocenić.

‍

Nie lekceważmy sygnałów, które nas niepokoją

Dziecko nie zawsze powie wprost, że sobie nie radzi. Czasem zauważymy zmianę w zachowaniu, narastającą drażliwość, wycofanie, gwałtowne reakcje albo coraz częstsze konflikty. Czasem usłyszymy, że dziecko grozi innym, czerpie satysfakcję z ich cierpienia, uporczywie ich poniża lub nie potrafi zatrzymać agresji mimo wyraźnych granic stawianych przez dorosłych.

Żaden pojedynczy sygnał nie pozwala przesądzić, co dzieje się z dzieckiem ani co zrobi w przyszłości. Nie należy go jednak ignorować, zwłaszcza jeśli zachowania się nasilają, powtarzają lub zagrażają bezpieczeństwu.

Zamiast czekać, aż problem sam minie, warto porozmawiać z dzieckiem, skontaktować się ze szkołą i wspólnie ustalić, co się dzieje. W zależności od sytuacji potrzebna może być konsultacja z psychologiem, pedagogiem lub innym specjalistą pracującym z dziećmi i rodzinami.

Szczególnie poważnie należy potraktować konkretne groźby, zapowiedzi skrzywdzenia kogoś, celowe przygotowywanie się do ataku czy dostęp do niebezpiecznych przedmiotów w kontekście gróźb i agresji. W takiej sytuacji priorytetem jest bezpieczeństwo dziecka i osób z jego otoczenia oraz szybkie uzyskanie profesjonalnej pomocy. Jeżeli zagrożenie jest bezpośrednie, należy wezwać odpowiednie służby.

Szukanie pomocy nie jest dowodem rodzicielskiej porażki. Jest wyrazem odpowiedzialności.

Nie każde trudne zachowanie oznacza, że dziecko zmierza w stronę przemocy. Nie każde też uda się zatrzymać samą rozmową w domu. Dlatego tak ważne jest, by reagować odpowiednio wcześnie i nie bać się korzystać ze wsparcia.

‍

Nie wychowujemy dzieci w pojedynkę

Rodzina ma ogromne znaczenie, ale nie ponosi wyłącznej odpowiedzialności za wszystkie zachowania dziecka. Na jego rozwój wpływają również relacje rówieśnicze, doświadczenia szkolne, sytuacja rodzinna, środowisko społeczne i wiele innych czynników.

Dlatego zapobieganie przemocy wymaga współpracy dorosłych. Rodzic, nauczyciel, wychowawca, pedagog, psycholog i osoby pracujące z dziećmi powinni reagować na niepokojące zachowania, zamiast przekazywać sobie odpowiedzialność lub czekać, aż problem rozwiąże się sam.

Potrzebujemy miejsc, w których dzieci uczą się współpracy, komunikowania potrzeb, respektowania granic i rozwiązywania konfliktów. Potrzebujemy dorosłych, którzy nie bagatelizują krzywdzenia, ale też nie sprowadzają dziecka do jednej etykiety, nawet jeśli jego zachowanie jest trudne i wymaga stanowczej reakcji.

W Fundacji Kolos wiemy, że wspieranie dzieci to nie tylko organizowanie im czasu i pomaganie w nauce. To również tworzenie warunków do rozwijania umiejętności, które będą im potrzebne przez całe życie: rozumienia siebie, budowania relacji, współpracy i odpowiedzialnego działania wobec innych.

Takich umiejętności nie zdobywa się podczas jednej rozmowy ani na pojedynczych zajęciach. Rozwijają się stopniowo, dzięki powtarzanym doświadczeniom, obecności dorosłych i możliwości ćwiczenia nowych sposobów reagowania.

‍

Zacznijmy od tego, na co mamy wpływ

Nie mamy pełnej kontroli nad tym, co spotka nasze dziecko. Nie możemy uchronić go przed każdym konfliktem, rozczarowaniem czy złym doświadczeniem. Nie jesteśmy też w stanie zagwarantować, że właściwe wychowanie wyeliminuje ryzyko agresywnych zachowań.

Możemy jednak dać dziecku coś, co zwiększa jego szanse na bezpieczne funkcjonowanie wśród ludzi.

Możemy uczyć je, że złość nie daje prawa do krzywdzenia. Że odmowa nie jest upokorzeniem. Że przegrana nie odbiera wartości. Że siła nie polega na zastraszaniu słabszych. Że można się nie zgadzać, bronić siebie i stawiać granice bez odbierania ich innym.

Możemy pokazywać, że błędy wymagają naprawy, a nie ukrywania. Że proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości. Że człowiek, który czuje się skrzywdzony, nie otrzymuje przez to prawa do krzywdzenia kolejnych osób.

I możemy pamiętać, że dzieci uczą się nie tylko z tego, co do nich mówimy. Uczą się również z tego, jak traktujemy je i innych ludzi, jak rozwiązujemy własne konflikty oraz jak reagujemy, kiedy ktoś przekracza nasze granice.

Zapobieganie przemocy nie zaczyna się od pytania, jak ukarać dziecko, które skrzywdziło drugiego człowieka. Zaczyna się znacznie wcześniej — od tego, czego uczymy dzieci o emocjach, odpowiedzialności, granicach i relacjach.

Nie wszystko zależy od rodziców. Ale każdy dorosły może mieć znaczenie w życiu dziecka. Czasem przez rozmowę, czasem przez konsekwentną reakcję, czasem przez zauważenie problemu, którego inni jeszcze nie dostrzegli.

Nie czekajmy na dramatyczne wydarzenia, żeby zacząć uczyć dzieci, jak żyć z innymi ludźmi. Róbmy to każdego dnia. W zwyczajnych rozmowach, w codziennych konfliktach i w sytuacjach, w których dziecko dopiero uczy się rozumieć siebie i świat.