
Rozmowa Wiceprezesa Zarządu Fundacji Kolos o ochronie wizerunku dzieci w Internecie
Rodzic: Pani Moniko, moje dziecko od kilku lat uczestniczy w różnych zajęciach pozalekcyjnych. I zauważyłam, że publikowanie zdjęć dzieci to tam normalność – niemal każde wydarzenie kończy się galerią na Facebooku. Podobnie sprawa ma się w szkole. Szczerze mówiąc, nie czuję się z tym dobrze. Zaczęłam się zastanawiać, czy to naprawdę bezpieczne. Dlatego zainteresowało mnie stanowisko Fundacji Kolos w sprawie ochrony wizerunku dzieci.
Monika Molka: Ma Pani absolutnie rację, że warto się nad tym zatrzymać. Jako Fundacja Kolos widzimy podobny problem – zarówno w instytucjach publicznych, jak i w organizacjach społecznych. Zdjęcia dzieci trafiają do Internetu niemal automatycznie, jakby było to oczywiste. Tymczasem nie jest to neutralne działanie. To, co dziś wygląda na sympatyczną pamiątkę, za kilka lat może okazać się powodem do wstydu lub wręcz zagrożeniem dla dziecka.
Rodzic: A jakie zagrożenia mogą wynikać z takich praktyk? Bo wielu rodziców, których znam, uważa, że to nic groźnego – „w końcu wszyscy tak robią”.
Monika Molka: To bardzo częste podejście, ale ryzyka są realne. Po pierwsze, kwestia bezpieczeństwa technicznego – publikując zdjęcie dziecka, często ujawniamy lokalizację, szkołę, miejsce zajęć. To są informacje, które mogą zostać wykorzystane przez osoby niepowołane.
Po drugie – i to równie ważne – stygmatyzacja. Jeżeli dziecko uczestniczy w zajęciach terapeutycznych czy pomocowych, jego zdjęcie w Internecie staje się etykietą: „to to dziecko, które miało problemy”. Nawet jeśli intencje dorosłych były dobre, to w świecie rówieśników może to stać się powodem drwin czy wykluczenia.
Rodzic: Czyli to nie tylko kwestia bezpieczeństwa, ale też przyszłego komfortu i poczucia własnej wartości dziecka?
Monika Molka: Dokładnie tak. Dziecko dorasta, zmienia otoczenie, a Internet nie zapomina. Może przyjść moment, w którym ktoś odnajdzie dawne zdjęcie z zajęć terapeutycznych czy socjalnych – i to zostanie użyte przeciwko dziecku. Wizerunek dziecka to nie jest nasza własność. To jego prawo, które powinniśmy chronić.
Rodzic: Ale organizacje czy szkoły często tłumaczą, że publikują zdjęcia, bo chcą pokazać swoją działalność, albo muszą raportować efekty projektów. Co w takiej sytuacji?
Monika Molka: To rzeczywiście najczęściej podnoszony argument. Ale odpowiedź jest prosta: można pokazywać swoją pracę bez pokazywania twarzy dzieci. Zdjęcia można robić tak, aby pokazywały atmosferę, przedmioty, aktywności, a nie same dzieci. Można używać ilustracji czy zdjęć symbolicznych. Organizacje muszą zrozumieć, że ich obowiązek sprawozdawczy czy promocyjny nie może być ważniejszy niż prawo dziecka do prywatności i bezpieczeństwa.
Rodzic: Co zatem powinni robić rodzice i organizacje, aby nie krzywdzić dzieci?
Monika Molka: Przede wszystkim warto zatrzymać się przed publikacją i zadać sobie pytanie: „Czy to zdjęcie jest konieczne? Czy to jest bezpieczne dla dziecka – teraz i w przyszłości?”.
Z naszej perspektywy rekomendujemy:
✅ publikowanie zdjęć neutralnych, bez rozpoznawalnych twarzy i lokalizacji,
✅ wprowadzanie w placówkach polityki publikacji zdjęć dzieci,
✅ uświadamianie rodziców o konsekwencjach publikacji,
✅ unikanie fotografowania dzieci w sytuacjach trudnych, wymagających wsparcia,
✅ uczenie dzieci od najmłodszych lat, że ich wizerunek jest wartością i mają prawo decydować, kto go używa.
Rodzic: Co chciałaby Pani powiedzieć rodzicom takim jak ja, którzy czują, że coś im „nie gra”, gdy widzą kolejne galerie zdjęć dzieci w sieci?
Monika Molka: Chciałabym powiedzieć, że mają Państwo prawo do tych wątpliwości i warto je głośno wyrażać.
To nie jest nadwrażliwość – to troska. W Fundacji Kolos wierzymy, że chroniąc prywatność dzieci, chronimy ich przyszłość.
Zdjęcie opublikowane dziś może wrócić do dziecka za kilka, a nawet kilkanaście lat.
Dlatego apelujemy do rodziców i instytucji: bądźmy uważni, publikujmy mniej, a chrońmy więcej.
Rodzic: Wspomniała Pani wcześniej o bezpieczeństwie i stygmatyzacji. A czy publikowanie zdjęć dzieci w Internecie może prowadzić do bardziej bezpośrednich zagrożeń?
Monika Molka: Tak – i to jest temat, o którym wciąż mówi się zdecydowanie za mało. Zdjęcie dziecka w Internecie przestaje być „nasze” w momencie publikacji. Może zostać pobrane, przerobione i wykorzystane poza naszym polem widzenia. Istnieje realne ryzyko kradzieży tożsamości dziecka, tworzenia fałszywych profili, a także wykorzystywania jego wizerunku na stronach przeznaczonych dla dorosłych.
To są sytuacje, o których rodzice często dowiadują się dopiero wtedy, gdy szkoda już się wydarzyła. Internet nie daje możliwości pełnej kontroli – nawet jeśli usuniemy zdjęcie z własnego profilu, nie mamy wpływu na to, gdzie zostało wcześniej zapisane lub dalej udostępnione. Dlatego z perspektywy ochrony dziecka najlepszą decyzją jest ograniczenie publikacji do absolutnego minimum lub rezygnacja z nich całkowicie.
Rodzic: A co z samymi dziećmi? Często słyszę, że „dziecko się zgodziło” albo „nie protestowało”. Czy to wystarczające?
Monika Molka: Nie – i to bardzo ważne, by jasno to powiedzieć. Dzieci, szczególnie młodsze, nie mają jeszcze rozwiniętych kompetencji komunikacyjnych, aby nazwać swój sprzeciw, dyskomfort czy granice. Czasem milczą, bo nie chcą zawieść dorosłego. Czasem zgadzają się, bo czują presję sytuacji lub autorytetu.
Brak sprzeciwu nie jest zgodą. A już na pewno nie jest świadomą zgodą na publikację wizerunku w Internecie. Rolą dorosłych jest odczytywanie sygnałów niewerbalnych, zadawanie pytań i – przede wszystkim – przyjmowanie postawy ochronnej. Dziecko nie musi umieć powiedzieć „nie”, abyśmy mieli obowiązek je chronić.
Warto również jasno podkreślić, że nawet pisemna zgoda rodzica na publikację wizerunku dziecka nie oznacza, że dziecko czuje się z tym dobrze. Rodzic może wyrazić zgodę formalną, jednak emocje dziecka, jego poczucie komfortu i granice mogą być zupełnie inne. Dziecko może czuć skrępowanie, wstyd, lęk lub zwyczajną niechęć do bycia fotografowanym i pokazywanym publicznie.
Dlatego odpowiedzialność dorosłych nie kończy się na podpisanym dokumencie. Obejmuje uważność na reakcje dziecka, gotowość do wycofania się z publikacji oraz postawienie dobra dziecka ponad formalnymi zgodami i potrzebami promocyjnymi.
Rodzic: Czyli możemy mówić o naruszaniu granic dziecka, nawet jeśli nikt nie miał złych intencji?
Monika Molka: W mojej ocenie tak. Intencje dorosłych bywają dobre, ale nie one są tu najważniejsze. Najważniejszy jest dobrostan dziecka. Dziecko ma prawo do prywatności, do niebycia fotografowanym. Ma prawo do tego, aby jego obecność na zajęciach nie wiązała się z ekspozycją w mediach społecznościowych.
Jeżeli od najmłodszych lat pokazujemy dzieciom, że ktoś może robić im zdjęcia bez pytania i publikować je publicznie, uczymy je, że ich granice nie są ważne. A to ma konsekwencje znacznie wykraczające poza sam Internet.
Rodzic: Coraz częściej widzę sytuacje, w których osoby pracujące z dziećmi dużo fotografują – podczas zajęć, zabawy czy różnych wydarzeń, uroczystości. Czy to może mieć wpływ na relację z dzieckiem?
Monika Molka: Osoba pracująca z dziećmi powinna być przede wszystkim obecna – emocjonalnie i relacyjnie. Jeżeli uwaga dorosłego skupia się na telefonie czy aparacie, dziecko to widzi i odczuwa. Otrzymuje jasny sygnał: „coś innego jest teraz równie ważne jak ja – albo ważniejsze”.
Dla wielu dzieci, zwłaszcza tych wymagających wsparcia, poczucie bycia zauważonym i wysłuchanym jest kluczowe. Gdy w centrum uwagi pojawia się sprzęt do robienia zdjęć, relacja traci na jakości. Dziecko może poczuć się przedmiotem dokumentacji, a nie podmiotem relacji.
Rodzic: Czyli zdjęcia mogą wpływać nie tylko na bezpieczeństwo, ale też na emocje dziecka tu i teraz?
Monika Molka: Oczywiście, że tak. Dziecko może czuć skrępowanie, napięcie, ocenę. Może zacząć „grać rolę” zamiast być sobą. W przypadku dzieci objętych np. wsparciem instytucjonalnym lub znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej – takie doświadczenia bywają szczególnie obciążające.
W Fundacji Kolos wychodzimy z założenia, że dobro dziecka jest zawsze ważniejsze niż dokumentacja czy promocja. Praca z dziećmi to odpowiedzialność – również za to, czego nie publikujemy.
Rodzic: Co zatem jest najważniejszym przesłaniem, które Fundacja Kolos chciałaby przekazać dorosłym?
Monika Molka: Że każde zdjęcie dziecka niesie konsekwencje – nawet jeśli dziś ich nie widzimy. Że dziecko nie jest narzędziem promocji ani „materiałem” do mediów społecznościowych. I że prawdziwa troska często polega na rezygnacji z publikowania, a nie na jej usprawiedliwianiu.
Chroniąc wizerunek dzieci, uczymy je szacunku do siebie, do własnych granic i do prywatności. A to jest jedna z najważniejszych lekcji, jakie możemy im dać.
Chcę jednak powiedzieć coś bardzo osobiście – boli mnie fakt, że tak wielu dorosłych nie ma woli zatrzymania się i refleksji. Zbyt często spotykam się z bagatelizowaniem realnych zagrożeń wynikających z upubliczniania wizerunku dziecka w Internecie, sprowadzaniem problemu do stwierdzeń: „wszyscy tak robią”, „nic złego się nie stanie”, „to tylko zdjęcie”, "przecież rodzic wyraził zgodę".
To nie jest „tylko zdjęcie”. To konkretne dziecko i jego przyszłość. Brakuje nam dziś rozwiązań systemowych i jasnych zasad, które jednoznacznie regulowałyby to zagadnienie w szkołach, placówkach i organizacjach pracujących z dziećmi. Wciąż zbyt wiele zależy od indywidualnej wrażliwości dorosłych, a ta – niestety – bywa niewystarczająca.
Dlatego tak ważne jest, abyśmy jako dorośli wzięli odpowiedzialność zbiorową: tworzyli czytelne standardy, polityki ochrony wizerunku i realnie je stosowali. Dzieci nie powinny płacić ceny za brak naszej refleksji, odwagi i konsekwencji w działaniu.
Dziękuję za rozmowę
Monika Molka
Wiceprezes Zarządu Fundacji Kolos

